• Wpisów:1072
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 16:47
  • Licznik odwiedzin:76 216 / 2952 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Denka z ubiegłego lipca
Po raz pierwszy chyba okazują się być większe niż zakupy
W planach miałam jeszcze więcej, ale bunt na twarzy spowodował, że odstawiłam absolutnie wszystko z nowym myjadłem włącznie, żeby zdiagnozować problem. Zbyt dużo nowości jak na jeden raz.
Z moich kosmetycznych zapasów zniknęły:
- skarpetki peelingujące Tony Moly
- truskawkowa maseczka Baviphat [odlewka]
- iFiona CC Cream, też odlewka i swoją drogą wspaniały kosmetyk, kto nie czytał recenzji, to zapraszam do przejrzenia bloga
- tonik Nantes z zieloną herbatą
- Skinnfood, Peach Sake Pore Serum
- Skinfood Peach Sake Pore Toner
- Lirene, Cera Naczynkowa, Śmietanka wzmacniająca
- oraz próbka maski do włosów Biowax i dwie próbki Missha A'pieu Emu BB Cream [akurat nie załapały się na zdjęcie]
 

 
I kolejny miesiąc za nami.
Jak zwykle czas go podsumować
A owo podsumowanie w lipcu wygląda tak...
Hehehehe, żartowałam
Choć prawda jest taka, że powinno wyglądać, jak na powyższym zdjęciu.
Ale takiemu samotnemu lakierowi źle na zdjęciu, dlatego dorzuciłam mu kilku towarzyszy niedoli.
Tutaj już sztuczny tłok, bo widać rzeczy, których zazwyczaj nie pokazuję w podsumowaniach zakupowych:
Rzepowy szampon Joanna - mój absolutny niezbędnik, zawsze mam flaszkę niezależnie od tego czy jej aktualnie używam czy nie - akurat była promocja
Kremowe mydło w płynie - zapas do dozownika, również niezbędnik, właściwie zakup, którego się nie zauważa.
Waciki - tak samo, po prostu muszą być
A zatem pozostaje lakier jako moje zakupowe chciejstwo i odstępstwo od "rutyny".
Teraz poluję na żółty piasek tej samej marki, w którym absolutnie się zakochałam po obejrzeniu na żywo. I choć kanarkowy to nie mój kolor, to muszę go mieć i basta
  • awatar bravelittleangel: Ten żółty piasek też był śliczny, ale już go niestety nie dorwałam :(
  • awatar bravelittleangel: Skusiłam się na ten lakier i muszę przyznać, że go uwielbiam :)
  • awatar k.amila1987: hehe, niestety kobieta to kobieta i nigdy na jednym się nie skończy ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Witam jak zwykle późnym wieczorem i od razu zapraszam na dosłownie kilka słów na temat jednego z kremów A'pieu. Jakiś czas temu, przy okazji zbiorowego zamówienia, poprosiłam o dorzucenie jego próbek do przetestowania koloru. Dwie sztuki wystarczyły mi na kilka aplikacji, dzielę się więc dziś swatchem i wrażeniami z użytkowania.

Przez moje ręce przewinęło się też opakowanie - to miękka, plastikowa tuba z pompką. Do tego krem dostajemy w przezroczystym, sztywnym pudełku [również plastik], na nim nadrukowano potrzebne informacje, niestety większość po koreańsku

Ten BB Cream aplikowało mi się całkiem wygodnie, nie sprawiał problemów przy nakładaniu.
Pierwsza sprawa, jaka rzuciła mi się w oczy [a może w ... palce?] to tłustość. Kosmetyk od razu dawał dość mocny, wręcz mokry glow, co przy mojej mieszanej skórze niekoniecznie jest pożądane.Twarz w dotyku również pozostawała jakby wilgotna, choć nie lepka i niestety tłustawa.

Kolor jasny, lekko żółtawy [chyba?], dość dobrze wpasował się w naturalną barwę mojej skóry.
- powyżej naked face
- swatch na skórze
- blendowanie, widaż dobry dobór kolorystyczny
-... i gotowe


Jak widać na powyższych zdjęciach, koloryt skóry został ładnie wyrównany, pory ukryte, całość [z wyjątkiem połysku niewidocznego na fotkach] wygląda całkiem przyzwoicie ale...
Krem ów ma jedną potężną wadę - zapchał mnie tak przeokropnie, że aż bolało. Dosłownie.
Każdorazowo po dwóch użyciach na mojej twarzy pojawiały się podskórne stany zapalne. Początkowo myślałam że to efekt cyklicznej burzy hormonalnej [zdarza się przecież] więc po skończeniu jednej próbki odstawiłam krem na chwilę, aby skorzystać z niego w innym terminie i obiektywnie móc go ocenić. Ale przy kolejnej próbie [już w czasie stabilizacji] po 2 użyciach to samo. Bolesne grudki znowu zagościły na mojej twarzy . Trudno mówić o przypadku...
I tak zakończyła się moja przygoda z A'Pieu Emu BB Cream.
Coś ostatnio szczęścia nie mam do azjatyckich kosmetyków ...

Skład: Water, Emu Oil, Titanium Dioxide, Butylene Glycol, Phenyl Trimethicone, Zinc Oxide, Cyclopentasiloxane, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Glycerin, Niacinamide, Butylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate, Hexyldecyl Myristoyl Methylaminopropionate, Sodium Chloride, Mica, Cyclohexasiloxane, Sodium Hyaluronate, Camellia Japonica Flower Extract, Imperata Cylindrica Root Extract, Salix Alba Bark Extract, Portulaca Oleracea Extract, Glycyrrhiza Glabra Root Extract, Chrysanthemum Morifolium Flower Extract, Prunus Mume Flower Extract, Prunus Persica Leaf Extract, Artemisia Princeps Leaf Extract, Angelica Acutiloba Root Extract, Phellodendron Amurense Bark Extract, Sophora Japonica Root Extract, Morus Alba Stem Extract, Houttuynia Cordata Extract, Lithospermum Erythrorhizon Root Extract, Poncirus Trifoliata Fruit Extract, Centella Asiatica Leaf Extract, Origanum Vulgare Leaf Extract, Chamaecyparis Obtusa Leaf Extract, Cinnamomum Cassia Bark Extract, Scutellaria Baicalensis Root Extract, Lactobacillus/Soybean Ferment Extract, Polyglyceryl-4 Isostearate, Hydrogenated Polyisobutene, Hexyl Laurate, Ozokerite, Sorbitan Isostearate, Disteardimonium Hectorite, Caprylic/Capric Glycerides, Ethylhexylglycerin, Dimethicone, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Aluminum Hydroxide, Stearic Acid, Dimethicone/Methicone Copolymer, Triethoxycaprylylsilane, Xanthan Gum, Ceramide 3, Carbomer, PEG-8, Glyceryl Caprylate, Adenosine, Disodium EDTA, Fragrance, CI 77492, CI 77491, CI 77499

Cena: ok 70 zł / 40 ml
  • awatar our stupid crap: ale masz piękne piegi ! :D zazdroszczę Ci ich jak nie wiem. :) a ten bb cream daje fajny efekt, ale skoro zapchał to lepiej poszukać czegoś innego. :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Przyznam szczerze, że bardzo spodobał mi się kosmetyczny wynalazek o którym pisałam w poprzednim poście i z całą pewnością jeszcze do niego wrócę.

Tymczasem w ramach ciekawostki przedstawiam Wam porównanie dwóch wariantów skarpetek Tony Moly: Maxi Power i Shiny Foot
Produkty różnią się nieco opakowaniem, wersja Shiny zawiera też nieco mniej produktu, bo każda saszetka to tylko 20 ml [w przypadku wersji Maxi to 25ml].
Ale ilość i szata graficzna to nie jedyne różnice, bo kosmetyki mają też różne składy i to w całkiem znaczącym stopniu. ri.pinger.pl/pgr168/d50a68a2000557c351f6d710/TonyMoly+Foot+Peeling+Shiny+ing.jpg
Może komuś się przyda takie porównanie
Mnie osobiście zaskoczyła różnorodność ekstraktów, bo spodziewałam się raczej "gołej" mieszaniny kwasów.
Ciekawa jestem bardzo tych peelingów sygnowanych przez inne marki, ostatnio pojawiło się ich kilka na rynku, dlatego przy okazji przygotowałam też mały przegląd

Wszystkie peelingi można kupić w granicach 30 zł za komplet.
Oferta rynku cały czas się powiększa, powyższe zestawienie pokazuje te najbardziej popularne marki.
Oprócz tego natknęłam się tez na produkty The Saem, Mizon, Keyskin czy Butterfly [acz ten ostatni to produkcja chińska].

Będzie co testować
  • awatar Me Lady: Zapraszam i przepraszam za spam ^^ http://meladyy.blogspot.com/2013/07/moja-paleta-cieni-inglot-kobo.html
  • awatar smileandhoney: oo chyba wypróbuje :)
  • awatar SuzanneM: Ja mam te Holika Holika. Zabieg zrobiłam sobie w sobotę wieczór i dopiero teraz skóra zaczyna się odnawiać. Ale też zrobię wpis, więc będzie można porównać!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Uwaga!!!
Post tylko dla osób o mocnych nerwach

Otrzymujemy spore pudełko, w którym znajdują się dwa zestawy do peelingu. Każdy z nich to dwie saszetki z płynem [nawet zaznaczono na nich, która jest prawa, a która lewa ] oraz para dużych, foliowych skarpet.
W osłonach na nogi od wewnętrznej strony znajduje się dodatkowo papierowa warstwa, która wchłania i zatrzymuje wewnątrz peeling.
Przy przelewaniu trzeba uważać. Osobiście uważam, że lepszym pomysłem jest wypełnienie skarpet w pierwszej kolejności i włożenie w nie stóp, niż wylewanie płynu na wierzch stóp.
Gdy już skończymy ten etap i zawiążemy skarpetki wokół kostek, czas na chwilę relaksu. Trzeba znaleźć sobie wygodne miejsce do siedzenia. Manewrowanie stopami np. na leżąco mogłoby zakończyć się wylaniem peelingu z wnętrza, a tego przecież nie chcemy .
Czas start - od 1 do 1,5 godziny.
W tym czasie towarzyszyło mi dziwne uczucie ciepła od spodu i lekkie chłodzenie z wierzchu stóp. Czasem pojawiało się miejscowo mrowienie.
Nie muszę chyba nadmieniać, że poruszanie w tym stanie jest nieco, khem, utrudnione, choć oczywiście nie jest niemożliwe.
W teorii płyn ma w całości zostać wchłonięty przez skórę stóp, w praktyce natomiast bywa z tym różnie. W moim przypadku po 90-ciu minutach w środku pozostało trochę zawartości.

Po zdjęciu skarpet i opłukaniu stóp obficie wodą, uczucie chłodzenia nie ustąpiło, choć stopy były ciepłe.
Następnego dnia rano czułam się dziwnie, jakby ktoś nakleił mi na podeszwy cienką warstwę folii. Lub jakby warstwa naskórka oddzielona została od reszty ciała.

Z dnia na dzień wygląd skóry zmieniał się. W dotyku taka sama, nawet niewysuszona, ale zaczęła przypominać pergamin [?]. Straciła elastyczność, stała się wiotka, na jej powierzchni pojawiło się dużo bruzd i załamań. Zupełnie jak skóra staruszki. Do tego zaczęła charakterystycznie połyskiwać.
W cztery dni od zabiegu pojawił się pierwszy efekt peelingu. Na dużym palcu pojawił się pierwszy "bąbelek" ze złuszczoną skórą. Jedna jaskółka jednak wiosny nie czyni i przez kilka kolejnych dni złuszczanie naskórka było naprawdę minimalne. Natomiast ciągle towarzyszyło mi uczucie foliowych stóp z odklejającą się warstwą.

Po kilku dniach znowu coś się zmieniło. Pojawiły się kolejne ogniska złuszczania. Tym razem wyglądało to tak, jakby ktoś ponacinał mi skórę skalpelem. Długie, wąskie pęknięcia w miejscach, w których naskórek "pracuje"/zgina się.
Postanowiłam przyspieszyć sprawę i zaczęłam wieczorami moczyć stopy w gorącej wodzie. O tak, to dość znacząco wzmogło proces złuszczania. I pojawiły się efekty rodem z horroru Przez kilka kolejnych dni było mi naprawdę trudno egzystować. Odklejające się płaty skóry i ciągła pokusa ich oderwania, czego robić nie wolno... podobno... a w tych momentach człowiek najchętniej nie robiłby nic innego Korrrrrciiiii...

Ale najgorsze były chyba dla mnie te dni, w których skóra na stopach już zeszła, a pozostały brzegi dookoła podeszwy. Szczególnie, że za zabieg zabrałam się dosyć późno [taaak, sezon na sandały] i nie zawsze mogłam założyć kryte buty. Ale znalazłam na to sposób
Po wszystkim... po wszystkim możemy cieszyć się miękką, różową, odświeżoną skórą stóp
Różnica jest zauważalna. Aczkolwiek nie ma róży bez kolców Chociaż skóra moich stóp nie należy do problematycznych, na jej powierzchni znalazło się kilka zrogowaciałaych ognisk, zapewne od umiłowania do chodzenia w wysokich obcasach. Z tymi miejscami peeling niestety sobie nie poradził. Ale jego ogólna skuteczność zachęca mnie do eksperymentów i być może pokuszę się o miksturę, którą będę stosować miejscowo.

Cena: ok 50 zł / 2 zestawy 2x25ml
  • awatar Dark Beauty: @Borusiowa: Czemu nie? Pomijając estetykę, peeling jest całkowicie bezbolesny, bezpieczny i jak widać - całkiem skuteczny :)
  • awatar Araniella: Wow, rewelacyjny efekt!
  • awatar Borusiowa: Peelingi nie radzą sobie z takimi miejscami, masz rację. Ale na taki zabieg chyba bym się nie skusiła.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Inspirowane lakierem [a jakże] z poprzedniego posta

Dużo granatu złamanego odrobiną różu.
 

 
Pamiętam moment, w którym po raz pierwszy zobaczyłam zapowiedź jednej z kolekcji lakierów Sensique - Oriental Dream. Absolutnie mnie wtedy zachwyciła i od razu wiedziałam, że się na nią skuszę. Zdjęcia promocyjne co prawda nie do końca oddawały kolory lakierów, zwłaszcza w zakresie shimmerowych niuansów, ale i tak do moich zbiorów trafiły cztery sztuki.

Dziś kilka słów o granatowym
Buteleczka jest smukła, o charakterystycznym dla tej marki kształcie. Długa rączka i długi, elastyczny pędzelek. Zaskakująco dobrze mi się z nim współpracowało, choć z początku myślałam, że trudno będzie mi go okiełznać, bo jest wąski i potrzebuję kilku pociągnięć, aby pomalować całą płytkę.

Lakier ma wymarzoną konsystencję. Nie za rzadki i nie za gęsty. Nie zalewa skórek, dobrze przystaje do płytki i idealnie się poziomuje. Zero smug, prześwitów, bąbelków czy zbyt grubych warstw. Czas wysychania pozwala na korektę i dodatkowe pociągnięcia pędzelka. Kosmetyk wysycha dość szybko, jednak... bywa zdradliwy. Nawet po kilku godzinach od malowania można nabawić się rys lub odcisków od materiału.
Krycie bardzo przyzwoite. Dwie cienkie warstwy w pełni wystarczają, aby pokryć płytkę.
Kolor od razu przykuł moją uwagę. To chłodny, srebrzysty granat [perła?] wypełniony różowym shimmerem. Pod pewnymi kątami daje efekt duochromu. Niewdzięczny w fotografowaniu, zdjęcia nie oddają jego prawdziwej urody, natury i efektu.
Trwałość - świetna
Zazwyczaj już drugiego dnia zauważam przetarte końce, a tutaj wytrzymały aż 4 dni
Pierwsze odpryski - piąty dzień.
Trzymał się u mnie niemal jak Zoya, tyle, że kosztuje jakieś... 6 razy mniej YAY!

Cena: ok 6 zł / 8 ml
 

 


W zasadzie o tej maseczce mogę napisać niewiele więcej niż o poprzedniczce z witaminą C.

Opakowanie identyczne jak dla innych produktów serii.
Różnią się nieco zapachem, bo w przypadku zielonej maseczki obok woni cytrusów wyczuwam zielone jabłko . Z chęcią kupiłabym takie perfumy

Ten kosmetyk również bardzo dobrze nawilża skórę, o wiele lepiej niż większość znanych mi kremów. Niby to sleeping pack, ale w zasadzie można go stosować codziennie, w zależności od potrzeb skóry.
Po jej użyciu cera jest ukojona, "napojona" i bardzo jędrna w dotyku.
Nie zauważyłam żadnych niepożądanych efektów typu zapchanie czy podrażnienie.
Idealna na lato, bo ma lekką konsystencję i szybko się wchłania.

Cena: ok 50 zł / 90 g
 

 
*Opis producenta*

Odżywcza maseczka na noc, łącząca w sobie zalety maseczki sleeping pack i ampułki.
Zawiera kwas hialuronowy oraz 1,000 mg aktywnej witaminy C pozyskanej z wyciągów z owoców cytrusowych takich jak pomarańcza, cytryna, grapefruit i limonka [warstwa pomarańczowa].
Oprócz nich maseczka bogata jest także w wyciąg z sansewiery, bluszczu oraz żółtej palmy [warstwa biała].
Aktywne składniki skutecznie usuwają objawy zmęczenia i stresu takie jak ziemisty kolor cery, przesuszenie i zmarszczki mimiczne.
Witamina C ożywia cerę i nadaje jej naturalny blask, jednocześnie ją rewitalizując.

Sposób użycia:
Maseczkę nałożyć jako ostatni krok w codziennej, wieczornej pielęgnacji. Wyjmij z opakowania odpowiednią ilość za pomocą dołączonej szpatułki i przełóż na grzbiet dłoni. Wymieszaj warstwy. Nałóż na twarz i pozostaw do wchłonięcia. Rano przemyj twarz ciepłą wodą.
Nad zaletami opakowania rozwodzić się nie będę, gdyż jest identyczne jak opisywane w poprzednim poście. Prosty, zakręcany słoiczek z którego łatwo wydobyć zawartość za pomocą załączonej szpatułki.
Forma produktu również identyczna - dwie różne warstwy, jedna żelowa w kolorze pomarańczy a druga kremowa, biała.
Zapach przyjemny, owocowy, delikatny i odświeżający. Tym razem nie wyczułam goryczki jak w przypadku maski White Clay.
Działanie - wspaniale nawilżające
Maska intensywnie nawadnia skórę, pozostawiając ją miękką i wypoczętą. Efekt utrzymuje się całkiem długo. Działa też łagodząco i kojąco. Z relacji innych użytkowników wiem, że może się okazać odpowiednia dla osób, które reagują podrażnieniem na witaminę C w kosmetykach, a chciałyby jej używać.

W mojej opinii to bardzo udany produkt o wyrazistym działaniu.

Cena: ok 50 zł / 90 g
 

 
*Opis producenta*

Oczyszczająca maseczka maseczka na noc, łącząca w sobie zalety maseczki sleeping pack i ampułki.
Zawiera silny ekstrakt z oczaru wirginijskiego który bardzo widocznie zwęża pory i zmniejsza ich widoczność.
Kompleks trzech glinek - białej, kaolin i bentonitowej - doskonale oczyszcza pory, odżywia i ujednolica koloryt cery oraz usuwa z niej zanieczyszczenia.
Oprócz powyższych maseczka bogata jest także w ekstrakty w sansewiery, bluszczu oraz żółtej palmy.
Składniki maseczki skutecznie usuwają objawy zmęczenia i stresu takie jak ziemisty kolor cery, przesuszenie i zmarszczki mimiczne.
Mają silne działanie antyoksydacyjne.

Sposób użycia:
Maseczkę nałożyć jako ostatni krok w codziennej, wieczornej pielęgnacji. Wyjmij z opakowania odpowiednią ilość za pomocą dołączonej szpatułki i przełóż na grzbiet dłoni. Wymieszaj warstwy. Nałóż na twarz i pozostaw do wchłonięcia. Rano przemyj twarz ciepłą wodą.
Na maski tornado trafiłam zupełnie przypadkiem. Moje oko od razu przykuła innowacyjna formuła widoczna gołym okiem. W plastikowym, przezroczystym i całkiem sporym słoiku mieści się biało-szara masa. Dwa kolory, dwie warstwy splecione spiralnie niczym czekoladowy krem do kanapek Milky Way. W przypadku wersji White Clay mamy do czynienia z bielą i szarością. Całość opakowana w białe pudełko z załączoną szpatułką.

Choć w nazwie wskazano na glinkę, maska przypomina krem. Łatwa aplikacja, dobra smarowalność. Zapach przypomina mi cytrusy, ale wyczuwam też pewną nutę... amoniaku? Nic mocnego czy drażniącego, ale zakłóca przyjemną, cytrynową woń.
Wchłania się szybko, ale na skórze pozostawia błyszczący film. Nie przeszkadza mi to, bo to w końcu maska na noc. Gruba warstwa może się zwałkować, jeśli zbyt długo smarujemy skórę. Cienka natomiast wałkuje się po wchłonięciu. przypuszczam, że to warstwa pyłku glinowego, który jest w składzie. W sumie tak czy inaczej - wg zaleceń należy ją zmyć [hehe, nie to co karminowa Soraya ].
Efekty bardzo mnie zaskoczyły.
Glinki zazwyczaj nieco wysuszają skórę. Natomiast po użyciu powyższej maski skóra była bardzo dobrze nawilżona i natłuszczona. Taka jędrna, mięsista w dotyku. Efekt ten utrzymuje się całkiem długo. Pory są lekko zwężone. Natomiast maseczka wcale nie matuje i nie kontroluje wydzielania sebum, jak na glinkę przystało.

Cena: ok 50 zł / 90 g
 

 
*Opis producenta*

Wygładzająco - dotleniające mleczko pod prysznic z proteinami mleka i miodu łagodnie myje i pielęgnuje ciało, pozostawiając delikatny zapach i przyjemnie gładką skórę. Dzięki zawartości kojących składników aktywnych skóra staje się miękka i delikatna, a naskórek jest głęboko zregenerowany i odżywiony.
Idealny dla bardzo wrażliwej skóry.
Zawiera kompozycję zapachową bez alergenów.
O opakowaniu słów kilka
Jest poręczne, wykonane z miękkiego plastiku, zaopatrzone w wieczko z klapką, na której można postawić tubkę, aby produkt spłynął z wnętrza do ujścia. To rozwiązanie pozwala na efektywne wykorzystanie mleczka bez strat w ilości. Aby zobaczyć, ile produktu zostało wewnątrz, należy spojrzeć pod światło.
Mleczko ma postać dość rzadkiej emulsji o kremowym kolorycie.
Właściwości myjące mleczka są w porządku, chociaż aby otrzymać porządną pianę trzeba użyć większą ilość produktu niż zazwyczaj. To wpływa na wydajność kosmetyku.
Nie zauważyłam, aby wysuszał skórę, ale nawilżenie też nie jest odczuwalne.
Niewiele więcej mogę o nim powiedzieć, ot , taki przeciętniaczek.
Natomiast jest jedna rzecz, która sprawia, że nie sięgnę po niego więcej - zapach. Czytając na etykiecie "mleko i miód" od razu wyobraziłam sobie przyjemną budyniową woń, tymczasem otrzymałam jedynie smrodek miodowy, dość zresztą sztuczny. Niezbyt intensywny, ale na tyle drażniący, aby skutecznie odstraszyć mnie od tego produktu i zniechęcić do dalszego użytku. Me not like it.
Ale zapach to kwestia indywidualna, zatem komuś innemu może się spodobać

Cena: ok 7,00 zł / 200 ml
 

 
*Opis producenta*

Ochronne pomadki owocowe doskonale pielęgnują delikatną skórę ust, pozostawiając na niej subtelny połysk. Optymalna konsystencja daje odczucie lekkości na ustach oraz sprawia że opakowanie wystarcza na długi czas.

MOC OWOCÓW
Dostępne są w 6 owocowych kolorach: malinowym, wiśniowym, truskawkowym, jabłkowym, cytrynowym i miętowym.

MOC KORZYŚCI
- jednoczesna ochrona i pielęgnacja
- wydajna pojemność i atrakcyjne, ekonomiczne opakowanie
- subtelny połysk i długotrwały efekt.


Dzisiaj krótka recenzja produktu, który używam od czasu do czasu, jak mi się przypomni. Mowa o pomadce ochronnej marki Venita, która tymczasowo zastępuje mi Carmex. Z jakim skutkiem?

Zaczynam tradycyjnie od opakowania, które jest... niestety nietrwałe. Testowałam wersję żurawinową, o ile dobrze pamiętam. Albowiem srebrne napisy szybko znikają z różowego plastiku. Mechanizm wysuwania działa bez zarzutu, ale plastik nakładki popękał bardzo szybko.
Wewnątrz kryje się sztyft o różowym kolorze. W masie pomadki widać połyskujące drobiny, ale nie są one widoczne na ustach. Woskowa konsystencja, dość miękka, nie stanowi problemu w aplikacji. Im cieplejsze pomieszczenie, tym bardziej miękka pomadka. Zostawia na ustach charakterystyczny, "miękki" film, dość słabo odczuwalny w porównaniu do innych tego typu produktów.
Zmiękcza usta, lekko odżywia, chroni i nawilża, aczkolwiek efekt nie jest długotrwały. Na duże mrozy może okazać się za słaba.
Robi to, co ma robić, ale bez szału.
Średnio wydajna, mam wrażenie że zużywa się szybciej niż inne pomadki.
Słaba dostępność.

Cena: ok 3,00 zł
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
*Opis producenta*

PRZEZNACZENIE
Wskazany dla skóry wrażliwej normalnej, suchej i mieszanej w każdym wieku.

WŁAŚCIWOŚCI
- posiada faktor 4
- krem błyskawicznie się wchłania tworząc delikatny refleks
- delikatnie natłuszcza skórę
- składniki dobrane są tak aby maksymalnie pielęgnować skórę
- zawartość panthenolu i masła shea goi podrażnienia, chroni przez szkodliwymi czynnikami atmosferycznymi, wiatrem a także mrozem.
- opóźnia procesy starzenia skóry dzięki aktywnym składnikom, które neutralizują toksyczne działanie wolnych rodników.
- po długotrwałym stosowaniu jest zauważalna poprawa kondycji skóry. Dodatek ojeju jojoba i arganowego sprawia, że skóra zaczyna regulować wydzielanie serum. Sucha jest dobrze natłuszczona a mieszana wydziela go znacznie mniej.
- substancje konserwujące zminimalizowane do ilości, która zabezpiecza krem przez zepsuciem przez okres 2 miesięcy. Jest to potwierdzone badaniami. Niezbędne jest przechowywanie kremu w lodówce przez ten okres aby zachował świeżość jak najdłużej.

ZASTOSOWANIE
Nadaje się na dzień jak i na noc. Po oczyszczeniu skóry twarzy wmasuj okrężnymi ruchami cienką warstwę kremu nawilżającego. Pozostaw do wchłonięcia. Można stosować jako baza pod podkład. Skóra się nie świeci.

Opakowanie - osobiście miałam jedynie próbkę tego kremu, ale oryginalnie opakowany został w solidny, szklany słoik o pojemności 30ml. Zazwyczaj standard to 50ml, jednakże w tym wypadku otrzymujemy krem ważny jedynie 2 miesiące [czemu? o tym za chwilę], zatem większa ilość mogłaby się zepsuć.
Konsystencja mnie zaskoczyła - moje domowe wyroby zazwyczaj przypominają pianki, a tutaj mamy do czynienia ze wspaniale kremową, gładką i bardzo gęstą emulsją. Mimo tego, krem bardzo dobrze rozprowadza się po skórze, nie sprawia problemów przy aplikacji. Wchłania się szybko, pozostawiając przyjemny mat. Nakładaniu towarzyszy bardzo przyjemny zapach - to efekt zastosowania olejków eterycznych z lawendy i geranium. Dwa w jednym, bo one również odżywiają skórę Miła odmiana, bo większość kosmetyków naturalnych posiada niezbyt miłą woń .

A cóż w kwestii samego działania?
Jak już wspomniałam, wchłania się szybko i do matu, pozostawiając skórę miękką i nawilżoną. Na początku wyczuwalny jest lekki, nietłusty film, który w miarę upływu czasu znika. Rano skóra była wypoczęta i przyjemna w dotyku.
Jednakże w miarę upływu czasu i użytkowania kosmetyku zauważyłam, że czoło z rana zaczyna się błyszczeć od nadprodukcji sebum. Dodatkowo, jak już wiecie - moja skóra nie przepada za masłem shea. W związku z tym kolejne dni testowania kremu przyniosły mojej cerze niemiłe niespodzianki. Nie zdążyłam zużyć całej próbki, bo pojawiło się kilka bolesnych stanów zapalnych głęboko pod skórą.
Wspomniałam wyżej, iż data ważności produktu to jedynie dwa miesiące. Wynika to z faktu, iż producent nie dodaje do niego konserwantów i trzeba go trzymać w lodówce. Po zakupie krem każdorazowo jest przygotowywany od początku, więc zawsze mamy gwarancję otrzymania świeżego produktu.

Cena: 80 zł / 30 ml
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
*Opis producenta

Bezalkoholowy, antybakteryjny tonik przeznaczony jest do pielęgnacji cery problematycznej, tłustej i mieszanej. Zawiera roślinne antybakteryjne molekuły z jeżówki oraz Acnacidol, którego zadaniem jest przywrócenie równowagi skórze trądzikowej.

Wyciągi roślinne połączone z kompleksem specjalnie dobranych witamin ograniczają nadmierny łojotok, rogowacenie naskórka, zapobiegają stanom zapalnym, przywracając naturalne pH skóry. Tonik doskonale oczyszcza zaczopowane ujścia gruczołów łojowych, zapobiega rozwojowi bakterii odpowiedzialnych za powstawanie wykwitów skórnych.

Sposób użycia: Stosować codziennie rano i wieczorem po uprzednim użyciu żelu do mycia twarzy.
Testowałam produkt w starej szacie graficznej. Opakowanie miało postać spłaszczonej, plastikowej butelki z zakrętką, pod którą znajdował się niewielki otwór, w sam raz do dozowania toników. Mleczny, lekko przezroczysty plastik pozwalał na kontrolowanie poziomu zużycia. Flaszka ergonomiczna, dobrze leżała dłoni. Osobiście, od czasu odkrycia toniku Farmony, preferuję nakładanie toniku w formie mgiełki, toteż przelałam zawartość do opakowania z atomizerem. To jednocześnie spora oszczędność, bo zapobiega stratom kosmetyku wsiąkającego w wacik [i wacik sam w sobie ].

Sam tonik to słomowy płyn o przyjemnym, świeżym zapachu.

Ma bardzo dobre właściwości nawilżające. Skóra po jego użyciu jest odświeżona, jędrna i przyjemna w dotyku. Efekt nawilżenia utrzymuje się całkiem długo. Czasem wystarczał mi solo, bez kremu

Czytałam, że część osób zaobserwowało, że po aplikacji zostawia lepką warstwę na skórze, która potrzebuje czasu na wchłonięcie. Przy aplikacji z atomizera i wsmarowaniu go w naskórek opuszkami palców, wszystko wchłania się błyskawicznie i nie zauważyłam filmu czy też jakiejkolwiek lepkości.

Przyznam szczerze, że bardzo polubiłam ten produkt. W dodatku wyjątkowo podpasowała mi teoria nanowody . Może to tylko marketingowy bajer, a może faktycznie jest taka fajna - nie wiem. Fakt faktem, tonik działa porządnie, a efekty są odczuwalne.

Jedyną bolączką tego kosmetyku jest jego cena, która niestety mała nie jest. Choć przy tej wydajności [używałam go przez kilka miesięcy 2x dziennie - w formie mgiełki] koszt rozkłada się i już tak nie straszy

Skład: Aqua, Glycerin, Peg-7 Glyceryl Cocoate, Butylene Glycol, Camelia Sinensis Extract, Polysorbate 20, Peg-20 Glyceryl Laurate, Tocopherol, Linleic Acid, PABA, Retinyl Palmitate, Caprylyl Glycol, Metylisothiazolinone, Perfume

Cena: 49 zł / 500 ml
 

 
Widać czy nie widać?
Oto jest pytanie...

Czy opublikował się mój wczorajszy wpis o nanowodzie? Czy wrzucić od nowa?
Dajcie znać w komentarzach, pliiiiz, bo zdurniałam i już sama nie wiem, czy go widać.

A ten widać? Czy też w kosmos poleciał?

Miłego wieczoru

Pinger znowu wariuje, wklejam jeszcze raz dla pewności

Czym jest NANOwoda?

Woda składa się z grup cząsteczek H2O.
Dzięki wykorzystaniu najnowszych technologii [eksperymenty z zastosowaniem Reaktora Niskotemperaturowej Plazmy] duże skupiska cząsteczek wody ulegają rozbiciu na niewielkie, uporządkowane grupy tzw. klastery. Pojedyncza cząsteczka wody ma zaledwie 1 nm (nanometr) średnicy – stąd wywodzi się nazwa NANOwody.

Uwagę naukowców szczególnie przyciągnęły zjawiska i efekty jakie występują przy zmianach struktury wody. Za pomocą rezonansu wyzwalanego napromieniowaniem plazmy udaje się optymalizować strukturalno – informacyjny stan wody zarówno poza, jak i wewnątrz biologicznych systemów.

Badania pozwoliły stwierdzić, że powstająca w efekcie NANOwoda ma szczególne właściwości. Jest ona doskonałym rozpuszczalnikiem dla aktywnych związków. NANOwoda dzięki nanorozmiarom jest wyjątkowym nośnikiem substancji odżywczych w głąb skóry.
Nano, czyli bardzo drobna cząsteczka wody ma ogromną zdolność przenikania do każdej, nawet uszkodzonej komórki skóry. Głęboko nawilża, stymuluje regenerację zniszczonych struktur, wzmacnia naturalne mechanizmy obronne oraz łagodzi podrażnienia.

Odkrycie NANOwody dało impuls do poszukiwania jej zastosowań, którego jednym z efektów jest użycie NANOwody do wytwarzania wysokiej jakości kosmetyków. Nanowoda w kosmetykach pozwoliła, po raz pierwszy na świecie, stworzyć produkty kosmetyczne zawierające mniej wody niż w obecnie oferowanych produktach kosmetycznych a zarazem dzięki swoim specyficznym właściwościom sprawiła, że substancje odżywcze i aktywne w pełni wchłaniają się, znacznie lepiej odżywiając i pielęgnując skórę.

Nanowoda:
- nie daje się zagotować w domowych warunkach [nie wrze przy 100 st. C]
- nie zamarza [t. zamarzania ok -60 st. C]
- rozpuszcza tłuszcze
- jest w stanie rozpuścić znacznie większe ilości substancji [np. o 40% więcej soli niż zwykła woda], co pozwala na uzyskiwanie skoncentrowanych stężeń składników
 

 
Czym jest NANOwoda?

Woda składa się z grup cząsteczek H2O.
Dzięki wykorzystaniu najnowszych technologii [eksperymenty z zastosowaniem Reaktora Niskotemperaturowej Plazmy] duże skupiska cząsteczek wody ulegają rozbiciu na niewielkie, uporządkowane grupy tzw. klastery. Pojedyncza cząsteczka wody ma zaledwie 1 nm (nanometr) średnicy – stąd wywodzi się nazwa NANOwody.

Uwagę naukowców szczególnie przyciągnęły zjawiska i efekty jakie występują przy zmianach struktury wody. Za pomocą rezonansu wyzwalanego napromieniowaniem plazmy udaje się optymalizować strukturalno – informacyjny stan wody zarówno poza, jak i wewnątrz biologicznych systemów.

Badania pozwoliły stwierdzić, że powstająca w efekcie NANOwoda ma szczególne właściwości. Jest ona doskonałym rozpuszczalnikiem dla aktywnych związków. NANOwoda dzięki nanorozmiarom jest wyjątkowym nośnikiem substancji odżywczych w głąb skóry.
Nano, czyli bardzo drobna cząsteczka wody ma ogromną zdolność przenikania do każdej, nawet uszkodzonej komórki skóry. Głęboko nawilża, stymuluje regenerację zniszczonych struktur, wzmacnia naturalne mechanizmy obronne oraz łagodzi podrażnienia.

Odkrycie NANOwody dało impuls do poszukiwania jej zastosowań, którego jednym z efektów jest użycie NANOwody do wytwarzania wysokiej jakości kosmetyków. Nanowoda w kosmetykach pozwoliła, po raz pierwszy na świecie, stworzyć produkty kosmetyczne zawierające mniej wody niż w obecnie oferowanych produktach kosmetycznych a zarazem dzięki swoim specyficznym właściwościom sprawiła, że substancje odżywcze i aktywne w pełni wchłaniają się, znacznie lepiej odżywiając i pielęgnując skórę.

Nanowoda:
- nie daje się zagotować w domowych warunkach [nie wrze przy 100 st. C]
- nie zamarza [t. zamarzania ok -60 st. C]
- rozpuszcza tłuszcze
- jest w stanie rozpuścić znacznie większe ilości substancji [np. o 40% więcej soli niż zwykła woda], co pozwala na uzyskiwanie skoncentrowanych stężeń składników


 

 
W mojej pielęgnacji włosów niewiele się zmienia.

Nadal testuję fioletową piankę-odżywkę Gliss Kur i taki stan rzeczy potrwa zapewne jakiś czas, bo wydajna jest niesamowicie i mam wrażenie, że wystarczy mi na kolejny rok. Znudzi mi się pewnie, więc za jakiś czas wymienię ją na coś, co czeka w kolejce na testy. Ale to jeszcze nie teraz.


Dobroci do włosów nigdy za wiele, zwłaszcza jeśli trudno przeciążyć włosy dlatego dokładam jeszcze odżywkę z Madre Labs. Kolejna wielka butla sprayu, masakryczna wydajność, więc spodziewajcie się, że będzie się przewijać w kolejnych programach pielęgnacji
W nadchodzącym miesiącu planuję używać:
- Shauma, Szampon 7 ziół
- odżywka w piance Gliss Kur Ultimate Volume
- Madre Labs
- na końce jedwab L'Biotica Wax
- a do wcierania w skórę głowy Farmona, Odżywka normalizująca w sprayu
 

 
Ciągle azjatycko
Ciągle owocowo
Przedstawiam wsparcie mojej codziennej pielęgnacji - czyli maseczki i peeling, które zamierzam włączyć do użytku.

Od lewej:
- Baviphat, Apple AC Therapy Sleeping Pack
- Baviphat, Lemon Whitening Sleeping Pack
- Mizon, Pore Clearing Volcanic Mask,
- Baviphat Strawberry Toxifying Mask
- mydło Savon Noir
- peeling z nasion porzeczki z ZSK

Maseczki glinkowe, mydło i peeling już od jakiegoś czasu są w trakcie testów, nowością jest cytryna i jabłuszko.
Pachną obiecująco, ale czy się sprawdzą? Na pewno dam Wam znać!
  • awatar bravelittleangel: Cytryna i jabłuszko wyglądają tak ślicznie, że już dla samego opakowania byłabym skłonna w nie zainwestować :) Aż tchną świeżością!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Owocowe lato - tak chciałoby się zatytułować mój nowy program pielęgnacji twarzy
Dominować bowiem będą mocno owocowe akcenty.
Cudowne zapachy i lekkie formuły - w sam raz na tę porę roku.
Czy się sprawdzą? Czas pokaże.
Bliżej dna wyczekujcie recenzji, a tymczasem zapraszam do zerknięcia na to, co w najbliższym czasie zajmie podręczną półkę z kosmetykami
Jak widać odkładam ślimaka na półkę [chwilowo, bo pewnie będę jeszcze do niego wracać co jakiś czas, aby uzupełnić rytuał w razie potrzeby] i w lipcu dominują kosmetyki Skinfood.

Przez pierwszą część miesiąca będę testowała serię brzoskwiniową: Peach Sake Pore - tonik i serum.

Druga upłynie pod znakiem linii z jabłkiem: Fresh Apple Sparkling Pore - tonik i krem.

Rano oczyszczanie twarzy płynem micelarnym Bielenda, Biotechnologia Ciekłokrystaliczna, Kolagenowe odmłodzenie [zapomniałam dorzucić do fotki].

Wieczorem Safira, Biser, Krem oczyszczający.

Oprócz tego planuję wprowadzić kilka innych owocowych akcentów. Ale o tym jutro
 

 
Dziś kilka słów o letniej kolekcji kolorówki od Catrice inspirowanej gorącym klimatem Afryki.
W sam raz na letnie upały i nadchodzący sierpień...
Prawdę mówiąc niewiele mnie zachwyciło... choć z chęcią przyjrzę się metalicznym cieniom. Bardzo lubię takie wykonczenie. Swoją drogą chyba będzie bardzo modne w nadchodzącym sezonie
Rozejrzę się także za pędzelkiem, tego typu narzędzi pracy nigdy za wiele, a te z Catrice cechują się niezłą jakością i przystępną ceną
Inne rzeczy nie kuszą.
A Wam co się podoba?
  • awatar Dark Beauty: @migus: Zawsze mam ochotę na pędzelki, choć nie wiem czy kupię ten, bo mam podobny z Urban Baroque @Cactus Spirit: Ładny jest, niestety b. rzadko używam bronzerów :o więc się nie skuszę @NatuŚśśś: Hehehe, ja też :) Muszę się rozejrzeć za jakąś fajną z domieszką czarnej wiśni :) @Kleooooo: mnie również :)
  • awatar migus: Pędzelek by mi się przydał.
  • awatar Cactus Spirit: Mi się podoba jaśniejszy bronzer :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Kilka dni temu zawrzało w blogosferze.
A to za sprawą kolejnych przecieków dotyczących nowej oferty Essence.
Jak zwykle w takich sytuacjach zaraz zaczęły się "grzeczne" maile z "uprzejmymi prośbami" o usunięcie treści, co swoją drogą robi się wkurzające. Skoro problem pojawia się nie po raz pierwszy, to należałoby działać u źródła likwidując przyczynę, a nie walczyć ze skutkami.

Enyłej, dosyć hejtów , poniżej mały podgląd na to, co firma szykuje wraz z nadejściem jesieni...
Żeby nie było zbyt łatwo, nie dodaję zdjęć, jedynie linki do źródła. Wystarczy kliknąć aby obejrzeć

Cienie do oczu
https://fbcdn-sphotos-c-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash4/1000086_682273051799423_738354966_n.jpg
Kredki, pencile, kajale, jumbo w tym nowa seria Stays no matter what
https://fbcdn-sphotos-b-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash4/382515_682273118466083_711981100_n.jpg
Eyelinery płynne i naklejki na powieki
https://fbcdn-sphotos-h-a.akamaihd.net/hphotos-ak-frc3/995900_682272985132763_780369096_n.jpg
Nowe tusze do rzęs
https://fbcdn-sphotos-e-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash3/10362_682273031799425_753558196_n.jpg
Błyszczyki a także pomadki w nowych opakowaniach
https://fbcdn-sphotos-g-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash3/1010573_682273075132754_1331150756_n.jpg
https://fbcdn-sphotos-f-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash4/998019_682273111799417_1637192247_n.jpg
Róże do policzków [sztyfty!] i podkłady
https://fbcdn-sphotos-g-a.akamaihd.net/hphotos-ak-prn1/943274_682272981799430_398544555_n.jpg
https://fbcdn-sphotos-b-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash3/1044734_682272998466095_980615286_n.png
Pędzelki [yay!]
https://fbcdn-sphotos-a-a.akamaihd.net/hphotos-ak-prn1/1010528_682273065132755_232696243_n.jpg
A na koniec jak zwykle lakiery...
https://fbcdn-sphotos-d-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash3/1005168_682273138466081_381467607_n.jpg
Powiem Wam, że sporo rzeczy mnie zainteresowało.
Przede wszystkim cienie Metal Glam, bo uwielbiam metaliczne wykończenie
Ciekawią mnie też eyelinery, nawet jeśli okażą się brokatowe.
Do tego wpadło mi w oko kilka kolorów pomadek [3 pierwsze zwłaszcza] i oczywiście lakiery - brokatowe piaski, ten biały perfect finish i róż

A Wy znalazłyście coś dla Siebie?
  • awatar Dark Beauty: @~Kicia~: U nas pewnie pojawią się bliżej jesieni, w Niemczech zapowiedziano je na sierpień @Fiolka86: czyżby chodziło o butelkową zieleń?
  • awatar SmokinHot: rzeczy do ust i policzków wyglądają interesująco :) na pewno się na coś skuszę.. :P
  • awatar Weronika94: @~Kicia~: jesień/zima
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
...











W tym miesiącu wishlisty nie będzie, bo znowu nie kupię.
Zabieram się za te holograficzne lakiery jak pies za jeża i już trzeci czy czwarty raz wiszą w planach.
Pielęgnacji też już nie chcę kupować, ani kolejnych bb, ani nic azjatyckiego [taaaa.... o____O], bo mi się z szaf wysypuje, a wydajne to cholerstwo, że 2 miesiące 10ml odlewki zużywam i wraz nie chce się skończyć.

Wylałam jad, idę myć paszczę, malować paznokcie i wymoczyć stopy w wannie pełnej piany