• Wpisów: 1068
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 16:47
  • Licznik odwiedzin: 74 217 / 2895 dni
 
darkbeauty
 
Dzisiaj znowu o jednym z hitów, jaki pojawił się wśród kosmetykowych maniaczek - czyli o kremach z Orientany.
Zbierały bardzo dobre recenzje, a obiecujące składy bez konserwantów, parafiny i innych "demonów" wyglądały niezwykle zachęcająco. Postanowiłam więc spróbować :) i w moje łapy trafiły odlewki [z wspólnego zamówienia] do testów.

Początkowo zamierzałam trochę "popastwić" się nad każdym mazidłem z osobna, ale ostatecznie zrezygnowałam z tego pomysłu. Dlaczego? Bo w sumie wszystkie te kosmetyki, niezależnie od rodzaju, działają bardzo podobnie.






Produkt trafił do mnie szczelnie zafoliowany, więc miałam pewność, iż jest on świeży. Jest to duży plus dla firmy. Opakowanie jest proste, plastikowe, ale solidne (tak, jestem niezdarą i często coś mi wypada z rąk). Dobrze się zakręca i odkręca. Po odkręceniu wielkiego słoja widzimy coś ładnego- zielony żel.


Aplikacja jest przyjemnością. Żel bardzo dobrze rozprowadza się po twarzy. Z racji tego,że temperatura w moim mieszkaniu nie jest zbyt wysoka, żel jest chłodny. Formuła oraz ten chłód świetnie razem współgrają. Czuję wieczorem orzeźwienie i poczucie czystości. Nie mogę się doczekać upałów, aby chłodzić w ten sposób skórę. Producent sugeruje, aby po aplikacji odczekać 20 minut przed pójściem spać. I faktycznie, produkt potrzebuje tego czasu by się wchłonąć i przestać lepić.Po tym czasie buzia nie błyszczy się, ale jest satynowa w wyglądzie. Czuć, przez ten czas jak skóra staje się bardziej zwarta i napięta (ale nie ściągnięta).

  Gdy budzę się rano, zmywam buzię hydrolatem lub tonikiem. Widać, że skóra jest wypoczęta, a także dalej jest przyjemnie napięta.

Przy dłuższym stosowaniu zauważyłam rozjaśnienie skóry oraz poprawę jej gęstości. Mimo, że krem nie jest do skóry suchej, dostarczał mi dobre nawilżenie, ale na dzień używałam bardziej treściwego kremu.

  Całość dopełnia ogromna wydajność maski. Gdyby stosować ją jako maseczkę, a nie krem chyba nigdy by się nie skończyła ;). Po kilku tygodniach stosowania ubytek był niewielki, a smarowałam nią obficie twarz, szyję i dekolt. Ubytek zobaczyłam dopiero po zrobieniu odlewki koleżance.

  Długo szukałam jej wad, jednak ciężko mi je znaleźć. Niektórym może przeszkadzać filtr na twarzy, jednak dla mnie nie jest to żaden problem, a i on jest na twarzy tylko przez kilkanaście minut. Są także osoby, które niekoniecznie lubią słoiczki, ja je lubię (chociaż wolę opakowania z pompką, ale to już szukanie wad na siłę). Zapach jest bardzo delikatny, nie sądzę by przeszkadzał komukolwiek. Do wad zaliczam fakt, że skład podany na opakowaniu produktu, różni się on od tego podanego na stronie. Skład INCI podany na stronie sklepu Orientany <klik>, gdzie można kupić maskę:

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.