• Wpisów:1072
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 16:47
  • Licznik odwiedzin:74 228 / 2895 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Dzisiaj znowu o jednym z hitów, jaki pojawił się wśród kosmetykowych maniaczek - czyli o kremach z Orientany.
Zbierały bardzo dobre recenzje, a obiecujące składy bez konserwantów, parafiny i innych "demonów" wyglądały niezwykle zachęcająco. Postanowiłam więc spróbować i w moje łapy trafiły odlewki [z wspólnego zamówienia] do testów.

Początkowo zamierzałam trochę "popastwić" się nad każdym mazidłem z osobna, ale ostatecznie zrezygnowałam z tego pomysłu. Dlaczego? Bo w sumie wszystkie te kosmetyki, niezależnie od rodzaju, działają bardzo podobnie.






Produkt trafił do mnie szczelnie zafoliowany, więc miałam pewność, iż jest on świeży. Jest to duży plus dla firmy. Opakowanie jest proste, plastikowe, ale solidne (tak, jestem niezdarą i często coś mi wypada z rąk). Dobrze się zakręca i odkręca. Po odkręceniu wielkiego słoja widzimy coś ładnego- zielony żel.


Aplikacja jest przyjemnością. Żel bardzo dobrze rozprowadza się po twarzy. Z racji tego,że temperatura w moim mieszkaniu nie jest zbyt wysoka, żel jest chłodny. Formuła oraz ten chłód świetnie razem współgrają. Czuję wieczorem orzeźwienie i poczucie czystości. Nie mogę się doczekać upałów, aby chłodzić w ten sposób skórę. Producent sugeruje, aby po aplikacji odczekać 20 minut przed pójściem spać. I faktycznie, produkt potrzebuje tego czasu by się wchłonąć i przestać lepić.Po tym czasie buzia nie błyszczy się, ale jest satynowa w wyglądzie. Czuć, przez ten czas jak skóra staje się bardziej zwarta i napięta (ale nie ściągnięta).

Gdy budzę się rano, zmywam buzię hydrolatem lub tonikiem. Widać, że skóra jest wypoczęta, a także dalej jest przyjemnie napięta.

Przy dłuższym stosowaniu zauważyłam rozjaśnienie skóry oraz poprawę jej gęstości. Mimo, że krem nie jest do skóry suchej, dostarczał mi dobre nawilżenie, ale na dzień używałam bardziej treściwego kremu.

Całość dopełnia ogromna wydajność maski. Gdyby stosować ją jako maseczkę, a nie krem chyba nigdy by się nie skończyła . Po kilku tygodniach stosowania ubytek był niewielki, a smarowałam nią obficie twarz, szyję i dekolt. Ubytek zobaczyłam dopiero po zrobieniu odlewki koleżance.

Długo szukałam jej wad, jednak ciężko mi je znaleźć. Niektórym może przeszkadzać filtr na twarzy, jednak dla mnie nie jest to żaden problem, a i on jest na twarzy tylko przez kilkanaście minut. Są także osoby, które niekoniecznie lubią słoiczki, ja je lubię (chociaż wolę opakowania z pompką, ale to już szukanie wad na siłę). Zapach jest bardzo delikatny, nie sądzę by przeszkadzał komukolwiek. Do wad zaliczam fakt, że skład podany na opakowaniu produktu, różni się on od tego podanego na stronie. Skład INCI podany na stronie sklepu Orientany <klik>, gdzie można kupić maskę:
 

 

Do przygotowania serum wykupiłam chyba wszystko, co było dostępne w formie półproduktów wybielających a w zasadzie depigmentujących. Zabrakło chyba tylko alfa-arbutyny, ale zastąpiłam ją arbutyną [choć ta podobno trochę mniej skuteczna, whatever].
Cel główny - ostuda. Poboczny - wywabienie przebarwień potrądzikowych na czole [skutku durnych eksperymentów z młodości].
Tym razem chciałam się pobawić w kręcenie na zimno - łatwiej i nie trzeba się martwic o termowrażliwość składników. A co wyszło?

Serum ostatecznie przyjęło postać nieco mętnej, miodowo-mlecznej cieczy. Kolor jest zasługą wyciągu z aloesu oraz oleju z pachnotki, który posłużył za bazę do rozpuszczania dipalmitynianu kwasu kojowego. Wybrałam pachnotkę jeszcze z tego względu, że jest to olej lekki i dobrze się sprawdza na cerze ze skłonnością do niespodzianek. Ma właściwości gojące i antyseptyczne, więc na moją cerę nadaje się w sam raz .

Fazy olejowej jest w serum niewiele, bo niecałe 20%. To też zabieg celowy, bo chciałam, aby ostateczny rezultat był lekki i szybko się wchłaniał. Dodatkowo użyty emulgator służy do mieszania niewielkich ilości tłuszczu w wodzie.

Serum warto wstrząsnąć przed użyciem, bo lubi od czasu do czasu się rozwarstwiać . Myślę, że gdybym dodała więcej emulgatora i mniej oleju ten efekt by nie wystąpił. Ale to tylko moje rozważania teoretyczne

Natomiast działanie - bo to jest najważniejsze przecież...
A działanie jest. I to całkiem zauważalne w mojej ocenie. Zdjęcia może nie oddają w pełni efektu, ale uwierzcie na słowo, ja widzę postępy w depigmentacji. Stosowałam je średnio 2 razy na dobę, czasem jednokrotnie, ze szczególnym uwzględnieniem okolicy oczu [czoło smarowałam "z doskoku" , raczej wieczorami].

Bełt wchłania się całkiem sprawnie, jest lekki, raczej nietłusty i nadaje się np. pod bb cream, oczywiście już jak się troszku wchłonie
Pozostawia na skórze ciut błyszczącą warstwę, dlatego o ile zewnętrznymi kącikami oczu daje radę, o tyle na moje tłustawe czoło stosowałam go raczej na noc [lub gdy nie musiałam wychodzić z domu].
Mimo iż producent ostrzega przed drażniącymi właściwościami niektórych z półproduktów, żadne reakcje niepożądane u mnie nie wystąpiły.

Przebarwienia powoli, małymi kroczkami zaczęły się zmniejszać, plamy pigmentacyjne zmniejszyły swoją powierzchnię i zmieniły granice. To, co kiedyś było jednolitą plamą, teraz jest podzielone na mniejsze "wysepki" pigmentu i zdecydowanie mniej nim nasycone. Skóra traktowana specyfikiem też jakby nieco się rozjaśniła.

Pamiętam, że przy stosowaniu kremu efekty pojawiły się dopiero w okolicy trzeciego miesiąca. Tutaj serum działa szybciej. Stosuję od jakiegoś miesiąca - półtorej i naprawdę widzę poprawę . Kuracja trwa i niedługo ukręcę sobie kolejna porcję [tym razem z jeszcze innym emulgatorem]. Ciekawi mnie strasznie, jaki osiągnę rezultat na końcu terpaii...
 

 
darkbeauty


Zapasowe


Calendula&Licorece

Pora na kolejną recenzję BB Creamu.
Kiedy przeczytałam o nim na jednym z koreańskich blogów aż zaniemówiłam . Jego skład po prostu powalił mnie na kolana, tyle dobrych różności tam było... próżno szukać takiego bogactwa składników odżywczych w zwykłym podkładzie. MUSIAŁAM GO MIEĆ!!!.
Ech, ileż ja się go naszukałam. Sprawa naprawdę nie była prosta. W końcu znalazłam go na ebay, ale tez musiałam się nagimnastykować, bo znalazłam go dopiero w sieci singapurskiej, z której próżno szukać wyników na stronie ogólnej [ebay.com lub ebay.pl]. Musiałam też poprosić o ponowne wystawienie, bo aukcja, którą znalazłam, była już zakończona.

Ale najważniejsze - mam! Całość transakcji kosztowała mnie jakieś 62 zł z tego, co pamiętam.

Sam kosmetyk umieszczony jest w najzwyklejszej, spłaszczonej, białej tubce z pomarańczową naklejką i absolutnie nie robi dobrego wrażenia, wygląda po prostu tanio. Ale to tylko pozory .

Kolor jest dość ciemny, zdecydowanie ciemniejszy od wielu BB Creamów, które testowałam. Po rozsmarowaniu trochę jaśnieje, ale nie tak jak Pangaltong i raczej nie będzie nadawał się do jasnej cery, mimo "umiejętności" wtapiania. Sama używam go tylko w wakacje, kiedy skóra jest muśnięta słońcem.

Konsystencja jest w sam raz. Ani rzadki, ani za gęsty, dobrze się rozprowadza, nie zostawia plam, smug, nie roluje się. Na twarzy wygląda bardzo naturalnie, jak chyba większość BB Cream'ów. Bardzo dobrze wtapia się w koloryt skóry. Ładnie ukrywa pory. Jest bardzo lekki, nie czuć go na twarzy. Skóra jest wygładzona [czuć pod palcami tę gładkość] i nawilżona.
Po aplikacji zdawać by się mogło, że będzie trochę błyszczał na twarzy, ale po kilku minutach dale ABSOLUTNIE MATOWE WYKOŃCZENIE!!! I trzyma mat przez kolejne dobrych kilka godzin. Nie potrzeba pudru, poprawek, matujących bibułek, zupełnie nic . Żaden kosmetyk jak do tej pory nie potrafił zlikwidować u mnie tego problemu, a tu taka miła niespodzianka . Alleluja! Jestem pod ogromnym wrażeniem.
 

 
Opis producenta:

Naturalna moc dla włosów przetłuszczających się

Produkty z linii Schauma 7 Ziół zostały opracowane specjalnie do włosów przetłuszczających się. Unikalna formuła z ekstraktami z siedmiu ziół oczyszcza głęboko włosy, usuwa nadmiar substancji przetłuszczających i odświeża skórę głowy. Nadaje włosom świeżość, naturalny blask i objętość.

Dzięki niemu włosy stają się mocniejsze, bardziej puszyste i błyszczące, łatwo się układają, mniej się przetłuszczają. Szampon zawiera specjalnie skomponowany zestaw ekstraktów z 7 ziół: rumianku, rozmarynu, pokrzywy, chmielu, szałwii, skrzypu polnego i melisy, które mają szeroki zakres działania na skórę, między innymi regulują funkcjonowanie gruczołów łojowych. Zmniejszają przetłuszczanie włosów i łojotok skóry głowy. Ponadto działa łagodząco, przeciwzapalnie i łagodzą podrażnienia. Wykazuje silne działanie przeciwbakteryjne i przeciwgrzybiczne.
Jakiś czas temu w cyklu "Warte uwagi" bohaterem notki stały się produkty Shauma. Do niedawna omijałam je szerokim łukiem, ale jakiś czas temu producent poszedł po rozum do głowy i zmienił składy na plus, dzięki czemu stały się one obiektem mojego zainteresowania. Zaraz po odkryciu zmian w moje ręce wpadł szampon z siedmioma ziołami, o którym trochę dzisiaj poopowiadam

Opakowanie jest w sumie zwyczajne - plastikowa, nieprzezroczysta butelka z otwieranym wieczkiem. Zielony kolor od razu kojarzy się z ziołami . Pod światło można obserwować, ile kosmetyku jeszcze zostało wewnątrz. Otwór dozujący szampon wydał mi się nieco duży, ale nie powoduje komplikacji przy wydzielaniu porcji.

Spora w tym zasługa konsystencji szamponu, która jest gęsta. Wewnątrz opakowania znajdziemy perlisty, biały płyn o dość ostrym ziołowym zapachu, który kojarzy mi się z łopianem i pelargonią. Osobiście niezbyt przypadł mi do gustu, ale też nie przeszkadzał podczas stosowania i nie zostawał na włosach zbyt długo.

Szampon dobrze się pieni robiąc jedwabistą pianę, nie ma też zastrzeżeń co do działania oczyszczającego. Po jego użyciu nie miałam też problemów z rozczesaniem [choć oczywiście nie było tak łatwo jak po stosowaniu odżywki], końcówki były odrobinę splątane, ale nie odnotowałam kołtunów.

Włosy są czyste, puszyste i pięknie lśnią.

Co do funkcji ograniczającej przetłuszczanie, to trudno mi się wypowiadać, bo w sumie moje włosy potrzebują mycia średnio co 3 czasem 4 dni. Zauważyłam, że grzywka szybciej traci świeżość, ale nie wiem, czy to nie jest przypadkiem wina upałów, skóry czoła i używania kasku, albowiem latem uwielbiam jeździć jednośladem

Podsumowując: Pomimo kiepskiego zapachu polubiłam ten produkt i nie wykluczam powtórnego spotkania. Niezły skład zachęcił mnie do testowania innych produktów tej marki.
  • awatar Violet-Lila: Ostatnio nabyłam Schaumę z Fito-Kofeiną i powiem Ci, że po kilku użyciach nie powala :/ Włosy są świeże tylko przez jeden dzień, poza tym ochlapnięte raczej. Jedyne co dobrze robi ten szampon, to myje. Napiszę o nim niebawem recenzję u siebie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
W szafach Essence, podobnie jak u Catrice, też planowane są czystki.
Jakiś czas temu wrzucałam top secret linki z zapowiedziami, a dziś wyliczanka produktów, które ustąpią im miejsca.

Oczy:
- cienie pojedyncze: 55,62, 64, 66, 69
- sypkie pigmenty nr 07, 09, 17, 21, 23
- szary eyeliner żelowy 05 i skośny pędzelek do eyelinera
- kajal pencil 20, kredka podwójna 10 oraz kredka I Love Rock
- tusze: 2 w 1, Lash Mania, Get Big Lashes w srebrnej wersji

Usta:
- pomadka nr 61
- Glossy Lip Balm nr 03, 05, 10, 11, 12, 13
- błyszczyki XXXL Shine 18 i 20 oraz Stay With Me 01 i 08
- oba sety mini błyszczyków

Twarz:
- podkłady Clear and Matt nr 01, 02 i 03 a także Make up to Match 01 i 02
- podkład+puder 2w1 nr 01, 02, 03
- róże w kremie 020 i 030
- paskowe bronzery Sun Club

Paznokcie:
- lakiery Colour and Go: 110, 116, 117, 118, 125, 126, 129, 134, 139, 143, 151
- lakiery Nide Glam: 02, 03, 04, 05, 07, 08
- pękający topper nr 08 i magnetyczny 06
- toppery 01, 12 i 13 i ten święcący w ciemnościach
- srebrny lakier do zdobień nr 10
- cztery lakiery zmieniające kolor 01, 02, 03, 04
- baza pod brokat
- naklejki 01 [serduszka], płytka do zdobień 01, pierścionki do samodzielnego zdobienia, mini pilniczki Cherry Files

Produkty Studio Nails:
- naklejki 01, 02, 3 i 04
- końcówki do french manicure 01, 02 101 i 102
- klej do końcówek
- base sealer 01 i 02 oraz top sealer
- Allround Talent
- zmywacz
- nawilżający balsam w tubce
- rękawiczki
- colour and change magic effect designer
- pilniczek

Pędzę nabyć bazę pod brokaty. Co prawda podobnie działa odmoczona odżywka Eveline, ale nie mam jakoś ochoty do niej wracać o___O. Kuszą mnie jeszcze lakiery zmieniające kolor, bo nigdy takowych nie miałam i Modern Romance z klasycznej linii C&G, ale nie mam ciśnienia
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wrzesień prawie za pasem.
Jak co roku jesienią [i wiosną] marka Catrice odświeża swój asortyment i miesza co nieco w szafach.
Pomijam fakt, że niektóre produkty z wiosennej kolekcji nadal nie pojawiły się w szafach...
Ale aby mogło pojawić się w nich coś nowego, trzeba zrobić miejsce.
Dziś krótki post na temat wycofywanych produktów.

Cienie-single o numerach: 70, 430, 440, 470, 530, 550, 590, 600, 650
Cienie wypiekane: 20, 40, 70
Cienie w musie: 40, 60, 70, 80
Żelowe eyelinery: 10, 50
Zielonkawa paleta smokey eye nr 50
Eyeliner Pen nr 50
Kohl Kajal : 60 i 120
Tusze do rzęs: Evolution To Revolution Black Volume Mascara i Ultra Black Volume Mascara 010, Volume Plus +: Curl Mascara, Length Mascara, Waterproof Mascara
Pisaki do ust: 10, 20, 30, 40, 50
Pomadki Ultimate Colour: 60, 130, 220 i Ultimate Shine: 30, 80, 130, 170, 190, 210, 220
Lip Tint nr 220 [najciemniejszy]
Konturówki do ust: 10, 20, 30, 40, 50, 60, 70 i 80 [czyli wszystkie]
Podkład Ultimate Moisture Fresh: 10, 20, 30, 40
Puder Skin Finnish Compact: 10, 20, 30, 31
Róż 010 i baza rozświetlająca
Korektor Re-Touch 001, 010 i 020
Lakiery do paznokci: 03, 029, 031, 033, 034 i nudziak 06

Zatem jeśli odkładałyście zakup któregoś z tych produktów, warto się pospieszyć, nim na dobre zniknie z regularnej sprzedaży.
  • awatar p3n3lop3: o kurcze a ja chyba i tak nie zdążę się wybrać by to zakupić a mam parę rzeczy z tej listy właśnie...
  • awatar Fashion, Love.. My life.: Szkoda, że często wycofują produkty na prawdę dobre..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dokładka od Cosnovy - druga marka też nie próżnuje
Mowa o Catrice i nowej kolekcji kosmetyków o nazwie Eve In Bloom






 

 
Dokładka od Cosnovy - druga marka też nie próżnuje
Mowa o Catrice i nowej kolekcji kosmetyków o nazwie Eve In Bloom





 

 
I jeszcze jedna kolekcja limitowana Essence, tym razem zapowiedź sięga okolic października, co zreszą wyraźnie sugeruje jej nazwa






Choć serce szybciej mi nie zabiło, znajduję tę limitkę jako znacznie ciekawszą od poprzedniczki.
Przede wszystkim rzęsy - przy Cherry Blossom Girl nie dane mi było ich zdobyć, więc może tym razem się uda?
W oczy rzuca się także róż w cukierkowej stylistyce, do której mam wyjątkową słabość, a i kolor do mnie przemawia
Lakiery też bym chętnie przygarnęła, może z wyjątkiem groszkowego, bo nie przepadam za zielenią.
Jak widać prognozowana lista zakupowa jest większa niż poprzednio
A jakie są Wasze odczucia?
  • awatar migus: Wszystko chciałabym mieć :)
  • awatar bravelittleangel: Mnie podobają się lakiery, zwłaszcza różyk, który przydałby się na okazje, kiedy nie mogę malować paznokci, a chciałabym - o ile byłby tak delikatny, jak bym chciała. No i zieleń :) Bransoletki też są całkiem słodkie, ale znając mnie nie kupiłabym ich, skoro mogę sama zrobić sobie podobne i to w niższej cenie :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wciąż czekam na Me and My Icecream [mam dostęp tylko do Natury, ach, kiedy pojawi się u mnie Hebe ], a tymczasem na froncie pojawiły się kolejne limitki Essence. Dzisiaj krótka informacja o jednej z nich Be Loud.
W skład kolekcji chodzą:
- podwójne cienie w trzech zestawach do wyboru
- kredka typu jumbo do oczu
- kredki do ust
- dwa warianty różu do policzków
- lakiery do paznokci i brokatowy topper
- sonda do zdobienia paznokci
- oraz kosmetyczka
W zasadzie ta limitka jest mi obojętna. Podobają mi się kredki do ust i róże, ale na nic nie mam parcia.
Jak się zapatrujecie?
Mój portfel raczej nie ucierpi...
  • awatar Gość: Ciekawa jestem róży i kredek do ust :)
  • awatar k.amila1987: Hmmm bez szału :P Może jedynie kredkę do ust :P
  • awatar Gość: mnie ciekawi róż i ta kredka do oczu ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Totalna zmiana na froncie pielęgnacji włosów.
Jakiś czas temu na spotkaniu blogerek dostałyśmy zestaw kosmetyków Pantene do przetestowania. Swoje w kolejce już odstały czas na sprawdzenie ich w akcji.
Jak widać powyżej, rytuał będzie prosty

- ma początek szampon Pantene, Intense Repair
- potem odżywka z tej samej linii
- a na koniec dwufazowa odżywka Aqua Light tejże marki

- na końcówki odrobina jedwabiu L'Biotica Wax Silk
- do skóry głowy Farmona, odżywka normalizująca w sprayu
 

 
Totalna zmiana na froncie pielęgnacji włosów.

Jakiś czas temu na spotkaniu blogerek dostałyśmy zestaw kosmetyków Pantene do przetestowania. Swoje w kolejce już odstały czas na sprawdzenie ich w akcji.
Jak widać powyżej, rytuał będzie prosty

- ma początek szampon Pantene, Intense Repair
- potem odżywka z tej samej linii
- a na koniec dwufazowa odżywka Aqua Light tejże marki

- na końcówki odrobina jedwabiu L'Biotica Wax Silk
- do skóry głowy Farmona, odżywka normalizująca w sprayu
 

 
Ostatnio nie szalałam zbytnio na zakupach biżuteryjnych, wena do wyszukiwania dodatków mnie opuściła, a poza tym raczej je gromadzę niż noszę ...
Niemniej jednak, jak zobaczyłam ten uroczy wisior, w dodatku w duuuużej promocji, nie mogłam się oprzeć
Teraz intensywnie myślę nad zakupem kolejnego i przerobieniem go na kolczyki do kompletu

Zauważyłam ostatnio, że dodatki z piórami zrobiły się dość popularne.
Lubicie je w roli biżuterii?
 

 
Ostatnio nie szalałam zbytnio na zakupach biżuteryjnych, wena do wyszukiwania dodatków mnie opuściła, a poza tym raczej je gromadzę niż noszę ...
Niemniej jednak, jak zobaczyłam ten uroczy wisior, w dodatku w duuuużej promocji, nie mogłam się oprzeć
Teraz intensywnie myślę nad zakupem kolejnego i przerobieniem go na kolczyki do kompletu

Zauważyłam ostatnio, że dodatki z piórami zrobiły się dość popularne.
Lubicie je w roli biżuterii?
  • awatar bravelittleangel: Lubię piórka :) Kolczyków jeszcze co prawda nie posiadam, ale wiele z nich bardzo mi się podoba i pewnie w przyszłości się zaopatrzę, jeśli znajde jakieś w korzystnej cenie :) Posiadam natomiast wsuwkę z czarnymi piórkami oraz wisiorek właśnie
  • awatar VampireWomen: mam 4 pary kolczykow z piorami heheh
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Do niedawna wishista sierpniowa była zupełnie pusta. Prawie jak w lipcu
Potem trafił na nią żółty piasek Lovely.
Ostatecznie znalazło się na niej więcej lakierów z piaskowym efektem, bo pojawiła się informacja o nowej kolekcji Holiday od Golden Rose.
Chyba w przeciwieństwie do większości z Was upodobałam sobie brokatowy efekt, a taka będzie nowa część kolekcji. Już czaję się na biel, jaśniutki błękit i fiolet, a także koralową 78-kę. Kuszą mnie również lakiery różowe, choć tak naprawdę marzy mi się idealnie cukierkowy, odpowiednio jasny piaskowy brokat.
Ciekawe, czy kolor 68 spełni moje oczekiwania. Jeśli nie, będę szukała dalej...
A może macie dla mnie jakieś propozycje?
  • awatar Dark Beauty: @Panterkowa.: Na razie dorobiłam się jednego GR, ale mam ochotę na więcej :) @~Kicia~: Dzięki za opinię :) Na początku się opierałam, ale teraz też wsiąkłam w piaski totalnie :D
  • awatar Kicia Wampirzyca: Mam 70'tkę. W butelce piękny *__* Na paznokciu wygląda dość niechlujnie i średnio ładnie, potrzeba 3 warstw by nie było prześwitów. Może jako lakier nawierzchniowy np na kremowy kolor się nada:) Mam też 77 - cuuuudowny jest. Szaleję na punkcie piasków <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›